DIETOPROFILAKTYKA
UDOSTĘPNIJ
Przezorny zawsze ubezpieczony
Przezorny zawsze ubezpieczony

Machnęłam ręką i stwierdziłam, że kilkanaście złotych miesięcznie mnie przecież nie zuboży… bo przecież, tyle kosztuje kawa i ciastko w kawiarni. I tak – całkiem nieświadoma – oprócz ubezpieczenia na życie i opłacania składki na przyszłą emeryturę miałam dodatkowe ubezpieczenie na wypadek poważnej choroby, której oczywiście jak większość młodych ludzi się nie spodziewałam.Te wszystkie elementy (prywatna opieka medyczna, ubezpieczenie) pozwoliły mi na ekspresową diagnostykę mojej choroby – w czasach, gdy ludzie czekali po parę miesięcy w kolejkach, a ich choroba rozwijała się błyskawicznie zmniejszając realną szansę na wyleczenie.

Od momentu, gdy wyczułam palcami powiększony węzeł chłonny nad obojczykiem, a otrzymałam wynik tomografii komputerowej minęło 3 dni. I tylko dlatego tak długo, bo to był weekend majowy… Potem właściwie wszystko działo się bardzo szybko. Zapisana na wizytę do Centrum Onkologii w dwa tygodnie po pierwszym zauważeniu zmiany, weszłam do gabinetu w publicznym szpitalu z kompletem wyników badań krwi i w oczekiwaniu na wynik biopsji. W czasie dwóch miesięcy miałam postawioną diagnozę i mogłam rozpocząć leczenie. Podczas pierwszego pobytu w szpitalu, mąż przypomniał mi, że moja polisa jest nie tylko na życie, ale i na zdrowie, więc na pewno jakąś kwotę przyznają mi z tego tytułu, za każdy dzień pobytu w szpitalu. Rzeczywiście. Pani Wiesia, kiedy powiedziałam jej o swojej chorobie, tak bardzo przejęła się moim stanem zdrowia, że szybko zebrała odpowiednie dokumenty i za mnie zgłosiła je do ubezpieczyciela. Okazało się, że dzięki temu, że dopłacałam naprawdę niewielką kwotę do standardowej polisy, należy mi się wypłata kwoty równowartości średniego samochodu. Mogłam ją przeznaczyć na leczenie, wakacje czy inne cele. Gdybym zdecydowała się na wyższą stawkę – kwota otrzymana odpowiadałaby równowartości przeciętnego mieszkania.

Dlaczego teraz na to zwracam uwagę? Podczas leczenia spotkałam osoby, które chciały skorzystać z leczenia nierefundowanego ratującego ich zdrowie czy większości przypadków życie i musiały w tym celu sprzedać mieszkanie, czy organizować zbiórki społeczne. W moim przypadku (leczenie refundowane) miesięczny koszt leków podstawowych na receptę sięgał nawet 2 tys. złotych, nie mówiąc o dodatkowym wsparciu specjalistów, których państwowe placówki nie zapewniają (psycholog, dietetyk). Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, jak wiele szczęścia miałam w całkowicie niezamierzonych zbiegach okoliczności i podjętych decyzjach.

Każdy zaczyna też chorobę w innej formie. Ja, zawsze byłam wysportowana w dobrym stanie zdrowia i dobrze się odżywiałam. Nigdy nie brałabym pod uwagę zachorowania na chorobę onkologiczną – a przecież choruje przynajmniej co 4 osoba. Jednak, która młoda matka przedszkolaka, aktywna zawodowo i sportowo (biegałam 10 km 2 x w tygodniu) pomyślałaby o tym, aby mieć dodatkową polisę na ciężką chorobę? Tylko taka, która myśli o przyszłości nie tylko swojej, ale i rodziny. Ma świadomość, że choroba onkologiczna dotyka całej rodziny. Ja miałam takie ubezpieczenie przypadkiem i ten przypadek bardzo pomógł mi spokojnie przejść przez agresywne roczne leczenie onkologiczne, które aby wytrzymać, musiałam wspierać płatnym leczeniem wspomagającym i tu polisa była mi bardzo pomocna.

Pozostań na bieżąco
Subskrybuj newsletter